Klatka

Zamknięta byłam w klatce wspomnień.
Nie, nie złotej.
Nawet nie srebrnej.
Klatka była stara, zardzewiała.
Zbudowana dawno,
gdy jeszcze mała byłam –
całkiem urocza, całkiem niewinna,
ufna i otwarta.
Byłam ptakiem,
który jeszcze nie umiał latać,
a skrzydła już iskrzyły się
barwami nie z tego świata.
Nie zdążyłam ich rozprostować.
Było za wcześnie na lot pierwszy.
Byłam zbyt młoda,
gdy pręty ciemne mnie otoczyły.
Z każdą moją próbą ucieczki
kurczyły i zaciskały się wokół mej szyi.
Walczyłam.
Chyba nawet zbyt długo.
Rany zostały.
Blizny tylko niektóre przykryły.
Poddałam się.
Siedziałam z otępiałym spojrzeniem,
patrząc, jak obłoki nade mną płyną
i kształty zmieniają.
Rosną, łączą się, dojrzewają.
I chciałam ich dotknąć,
sięgnąć po nie dłonią,
lecz ledwo mogłam poruszyć palcem.
Pomachać w ukryciu,
by choć w ten sposób cichy
powiedzieć światu,
że jestem,
że żyję,
że jeszcze czuję.
I nagle klatka zniknęła.
Ot tak, w sekundę.
Stoję i patrzę oniemiała.
Ręce przed siebie wyciągam
i natrafiam jedynie na czyste powietrze.
Mam drogę wolną przed sobą,
niebo błękitne nad głową,
zieleń kryjącą się jeszcze w pąkach.
Dopiero pióra układam,
skrzydła podnoszę,
by za moment wznieść się wysoko.
I już wiem, że więcej
w więzieniu żadnym nie będę.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Marzenia moje

Żyj

W rozedrganiu